– Czym jest kooperatywa?
Maciej Konieczny: – Kooperatywa to alternatywna nazwa dla spółdzielni. Zdecydowaliśmy się na tę formułę, ponieważ jak na razie działamy nieformalnie, a spółdzielnia jest także kategorią prawną. Zależało nam na tym, żeby zachować sens spółdzielczości, ale jednocześnie nie korzystać z nazwy spółdzielni. Słowo kooperatywa spełnia swoje zadanie. Nie wykluczamy, że w przyszłości w jakiś sposób naszą kooperatywę sformalizujemy.
– Co chcecie osiągnąć? Jaki jest wasz cel?
M.K.: – Nasza kooperatywa jest spółdzielnią spożywczą. Jest to zatem inny twór niż spółdzielnie producenckie, czy spółdzielnie sprzedawców, które są zdecydowanie bardziej popularne. Nam jako spożywcom chodzi o stworzenie alternatywnego wobec kapitalistycznego, czy wielkokapitałowego, obiegu żywności. Nasze przedsięwzięcie polega na organizowaniu się do wspólnego zakupu produktów spożywczych. Bliska jest nam idea sprawiedliwego handlu, w myśl której obrót żywności nie powinien opierać się na zysku, tylko na sprawiedliwej umowie między producentem i konsumentem. Celem jest spełnienie realnych potrzeb tak producenta, który musi się jakoś utrzymać i żyć godnie, jak i konsumenta, który chce dostać zdrową, tanią, ale niekoniecznie najtańszą z możliwych, żywność. Rynek kapitalistyczny tego nie gwarantuje. Istotna jest dla nas też świadomość ekologiczna. Chcemy jeść zdrowo i kupować artykuły spożywcze od producentów, którzy nie szkodzą środowisku poprzez proces produkcji.
– Jakie produkty można nabyć za pośrednictwem waszej kooperatywy?
M.K.: – Na ten moment są to głównie warzywa, ale także ser tofu, czy mleko bezpośrednio z zaprzyjaźnionego gospodarstwa rolnego. Ogranicza nas wielkość kooperatywy. Dotychczas udało nam się zebrać zamówienia od maksymalnie dwudziestu osób. Nie jest to mało, ale wciąż za mało, żeby umawiać się bezpośrednio z producentem.
– Czy każdy może do was dołączyć?
M.K.: – Na naszej stronie internetowej www.kooperatywy.pl jest kontakt do osoby, do której wystarczy się zgłosić i wyrazić chęć przystąpienia do kooperatywy. Każdy chętny otrzyma login do systemu i będzie mógł uczestniczyć w kolejnych zakupach.
– Jak duże jest zainteresowanie?
M.K.: – Rozwijamy się bardzo szybko. Zaczynaliśmy od dziesięciu osób. Teraz zarejestrowanych jest ich pięćdziesiąt parę. Można powiedzieć, że z każdymi zakupami przybywa członków. Oczywiście nie wszyscy zamawiają za każdym razem.
– Jak wygląda zamawianie produktów?
M.K.: – Członkowie spółdzielni składają zamówienia poprzez program komputerowy podobny do stosowanych w sklepach internetowych. Po zalogowaniu się, na naszej stronie wyświetla się lista produktów. Zadaniem kupującego jest zaznaczenie, jaką ilość poszczególnych artykułów chce nabyć. Zapisane są tam też orientacyjne ceny dostępnych produktów, czyli ceny z poprzednich zakupów. Problemem jest to, że na targu rolnym handluje się w ilościach hurtowych. Jesteśmy więc ograniczeni minimalną wielkością zamówienia. Przy obecnych warunkach i rozmiarze naszej spółdzielni, w której nie mamy możliwości składowania zakupionych produktów, musimy odpowiednio wcześnie zadbać o to, żeby wielkość naszego zamówienia przekroczyła wyznaczone minimum. Dążymy do tego, żeby kupować możliwie bezpośrednio u producenta, ekologicznie i sprawiedliwie. Targ nie do końca spełnia te warunki. Idealną sytuacją byłoby dogadanie się z rolnikiem, który ma określoną ilość produktów i ma ochotę nam je sprzedać. Dla rolnika jest to o tyle korzystne, że cena, którą jesteśmy w stanie mu zaproponować i tak oszczędzając, jest o wiele wyższa niż zaproponowałby hurtownik. Już dziś udaje nam się bezpośrednio kupować mleko.
– Kto zajmuje się zakupami?
M.K.: – Początkowo funkcjonowaliśmy tak, że mieliśmy w jednym tygodniu spotkanie organizacyjne, a w kolejnym zakupy. Tak częste spotykanie się w celu zakupu wymaga wielkiej determinacji i ideowego zacięcia. Dziś wystarczają nam spotkania przy okazji dzielenia zakupów. Pracujemy nad internetowym kalendarzem, w którym wszystko będzie szczegółowo rozpisane. Udało nam się już wykształcić pewne procedury dzielenia, czy kupowania, które mogą pomóc nowej osobie w zrobieniu pierwszych zakupów. Zamówienia są realizowane przez wybranych do tego członków kooperatywy. Zazwyczaj samochodem jadą dwie osoby, w tym kierowca. Większość transakcji odbywa się na targu rolnym, ale docelowo bezpośrednio u producenta. W co drugi piątek, raz na dwa tygodnie, spotykamy się i rozdzielamy zakupione produkty. Cała nasza działalność opiera się na pracy nieodpłatnej.
– Jakie wymierne korzyści płyną z tego rodzaju spółdzielczości?
M.K.: – Przede wszystkim możemy zaoszczędzić na marży, która w przypadku produktów żywnościowych niejednokrotnie wynosi kilkadziesiąt procent. Przez to na całej operacji sprzedaży produktu konsumentowi zarabia głównie pośrednik, a nie producent. To, że udaje nam się uniknąć zbędnych pośredników, jest jednym z głównych atutów naszej działalności.
– Opowiedz o początkach Warszawskiej Kooperatywy Spożywców
M.K.: – Zaczęliśmy jesienią ubiegłego roku, więc nasza inicjatywa ma dopiero parę miesięcy. Znalazł się jeden człowiek, konkretnie Tomek Sikora, który miał pomysł. Większość z nas, którzy weszli w kooperatywę na samym początku, jest aktywistami, ludźmi zaangażowanymi społecznie, zapału zatem nie brakowało. W krótkim czasie okazało się, że inicjatywa łączy bardzo wiele środowisk. Trafiają tam ludzie ze środowisk socjalistycznych , anarchistycznych, ekologicznych. Zjednoczyliśmy się wokół pomysłu, żeby zaopatrywać się w żywność poza głównym, wielkokapitałowym łańcuchem, który jest nieekologiczny i niesprawiedliwy. Który narzuca bardzo niską marżę producentom. Który wyzyskuje pracowników. Który robi bardzo wiele rzeczy, które nam się nie podobają.
– Co cechuje członków Kooperatywy Spożywców?
M.K.: – Łączy nas egalitaryzm i wolnościowe podejście. Dla nas oczywistym jest, że prawo uczestnictwa i decydowania mają wszyscy. Należy dążyć do tego, żeby współuczestnictwo w decyzjach było jak największe i panowała, możliwie największa, równość i swoboda. Miejsca na spotkania użycza nam Kolektyw UFA. Widać więc, że inicjatywa skupia środowiska lewicowe, ale już nie tylko. O ile przeważnie kisimy się we własnym sosie, teraz mam wrażenie, że pojawiają się ludzie z zewnątrz. Moim osobistym marzeniem jest wyjście poza to środowisko.
– Kooperatywa spożywcza nie jest nowym pomysłem.
M.K.: – Na Zachodzie działają kooperatywy spożywców, które grupują tysiące i dziesiątki tysięcy ludzi. Jest to pomysł, który działa. Domyślam się, że kiedy będzie nas więcej, a na każde zakupy będzie składało się około stu zamówień, będziemy mieli inne problemy, np. lokalowe, czy logistyczne. Już teraz, przy tym poziomie wzrostu, z każdymi kolejnymi zakupami pojawiają się nowe wyzwania organizacyjne. Inaczej się organizuje w dziesięć osób, a inaczej w pięćdziesiąt.
– 10% zbieranych przez was pieniędzy trafia na fundusz gromadzki. Do czego mają posłużyć pieniądze zabrane w tej puli?
M.K.: – Jako spółdzielnia odprowadzamy dziesięcioprocentowy podatek, a potem razem decydujemy na co go przeznaczyć. Docelowo jego część będzie przeznaczana na cele społeczne.
– Czy Warszawska Kooperatywa Spożywców jest jedyną tego typu inicjatywą w Polsce?
M.K.: – Na razie tak, ale bardzo dużo grup chce podążać naszym śladem. My dopiero się rozkręcamy, a już wiemy, że podobne kooperatywy powstają w Gdańsku i w Łodzi. Widać, że pomysł chwyta. Chętnie pomożemy wszystkim zainteresowanym założeniem własnej spółdzielni spożywczej. Udostępnimy także za darmo program komputerowy stworzony na potrzeby warszawskiej kooperatywy i podzielimy się naszym doświadczeniem i procedurami, z których korzystamy.
Chcesz wziąć udział w Warszawskiej Kooperatywie Spożywców? Odwiedź stronę www.kooperatywy.pl
Więcej informacji można uzyskać wysyłając wiadomość na adres: